To doskonały moment, aby skierować uwagę na tych, którzy pracują za kulisami, i poświęcić chwilę, by im podziękować. Dniem i nocą kierowcy poświęcają się dostarczaniu nam wszelkiego rodzaju niezbędnych rzeczy – od żywności do supermarketów, przez odzież i materiały budowlane, aż po nasze paczki świąteczne, które już wkrótce do nas trafią.
Na początek najważniejsze: dziękujemy!
W tym roku obchodzona jest 4. edycja Narodowego Dnia Kierowcy Zawodowego, a wiele firm podejmuje wysiłki, aby uhonorować swoich kierowców. W ubiegłym roku aż 400 firm w całej Belgii zorganizowało inicjatywy, aby okazać swoje uznanie. W tym roku chcieliśmy wnieść swój wkład.
Kilka tygodni temu udaliśmy się do Oostkamp (niedaleko Brugii w Belgii), aby porozmawiać z belgijskim kierowcą ciężarówki, Lievenem. Ma 54 lata, partnerkę i trzy córki, a poza ośmioletnią przerwą, kiedy pracował jako projektant stron internetowych, od 1991 roku prowadzi ciężarówki w całej Europie. Obecnie jeździ dla Link-Up, kompleksowego operatora logistycznego z siedzibą niedaleko Brugii w Belgii, specjalizującego się w szybkim, bezpiecznym i dyskretnym transporcie wszelkiego rodzaju ładunków – od przesyłek ekspresowych po towary chłodnicze i niebezpieczne. Dziś Lieven daje nam wgląd w życie kierowcy ciężarówki – jego blaski i cienie oraz powody, dla których mimo upływu lat wciąż pozostaje to jego pasją!
Dlatego szczególne podziękowania kierujemy do Lievena. Nie tylko za jego ciężką pracę i codzienne zaangażowanie na drogach, ale także za poświęcony czas, aby pokazać nam swój świat i codzienne życie. Dziękujemy i mamy nadzieję, że będzie to dla Pana wspaniały Dzień Kierowcy Zawodowego!

- Jak i kiedy został Pan kierowcą ciężarówki?
Mój dziadek również był człowiekiem drogi – prowadził małą ciężarówkę, którą po wojnie przewoził jajka. To było raczej pudło na kółkach – widziałem zdjęcia i robiło niesamowite wrażenie. Mój ojciec, z zawodu stolarz, nie poszedł tą drogą, ale ja zawsze miałem dobre wyczucie kierunku. Podczas obowiązkowej służby wojskowej zdobyłem prawo jazdy na ciężarówkę i zostałem dwukrotnie awansowany, aby przewozić czołgi na mojej ciężarówce. Przejażdżka takim pojazdem była niezapomniana – przy wadze 9 ton i prędkości 120 km/h dosłownie trzęsie człowiekiem!
Po zakończeniu służby wojskowej rozpocząłem pracę jako kierowca w firmie zajmującej się paszami dla zwierząt, obsługując północną Francję, Metz i Luksemburg. Ostatecznie zapragnąłem czegoś więcej i rozpocząłem jazdę w trasach międzynarodowych po Europie. Uwielbiam wolność, jaką daje jazda w trasie – tylko ja i droga.
- Dokąd do tej pory zaprowadziła Pana ciężarówka?
Najdalszą trasą, jaką zrobiłem, był wyjazd do Mińska w Rosji, tuż po upadku żelaznej kurtyny. Ludzie żyli tam w nędzy. Nagle stali się „wolni”, ale nie mieli pojęcia, co zrobić z tą wolnością ani jak sobie z nią poradzić. Panowała tam dziwna atmosfera – to nie jest moje ulubione miejsce, w którym byłem.
W tamtym czasie często jeździłem także do Polski, gdzie kolejki na granicy potrafiły trwać nawet dwa dni. Wystarczyło trochę sprytu i uprzejmości wobec celników, a granicę dało się pokonać w znacznie krótszym czasie. Pomagało mi też to, że świetnie znałem niemiecki – otwierał wiele granic szybciej niż dokumenty. Poza tym mieli słabość do belgijskiej czekolady i piwa; granicę udawało mi się przekroczyć w 3–4 godziny!
Spędziłem także około czterech lat, jeżdżąc w Anglii, gdzie nauczyłem się języka angielskiego. Nigdy wcześniej nie uczyłem się go w szkole. Miałem szczęście pracować z kilkoma kolegami, którzy bardzo dobrze znali język i faktycznie poświęcali czas, aby mnie poprawiać. Teraz mówię po angielsku jak rodowity Anglik!
- Jak zaczęła się Twoja przygoda z Link-Up i co sprawia, że lubisz pracować właśnie tutaj?
Musiałem przejść operację kręgosłupa, więc zdecydowałem się na przekwalifikowanie, ucząc się Worda, Excela, Photoshopa, programowania i wielu innych rzeczy – głównie samodzielnie. Przez osiem lat pracowałem jako niezależny projektant stron internetowych, co naprawdę sprawiało mi przyjemność, ale stałe obciążenie pracą i walka o płatności, w tym 12 sporów sądowych, uczyniły ten okres niezwykle trudnym. Zacząłem tęsknić za pracą kierowcy ciężarówki i kontaktami społecznymi, które ze sobą niosła. Z biegiem czasu stres spowodował wypalenie, choć wtedy tego nie byłem świadomy.

Link-Up był jednym z moich klientów w zakresie projektowania stron internetowych, a ja zacząłem dla nich jeździć, kiedy pracowałem nad ich nową stroną. Początkowo była to forma spędzania czasu na świeżym powietrzu i nawiązywania kontaktów towarzyskich, polegająca na jeździe małą ciężarówką dwa razy w tygodniu. Niedługo potem jeździłem już niemal codziennie, więc zaproponowałem, że dołączę na pełny etat, gdy zwolniło się miejsce.
Uwielbiam rodzinną atmosferę panującą w Link-Up. Wszyscy się znają, a ja zbudowałem silne relacje. Poza tym różnorodność w pracy sprawia, że jest ciekawa i przyjemna.
- Praca kierowcy ciężarówki nie zawsze jest łatwa. Jakie wyzwania napotyka Pan w swojej pracy i w jaki sposób sobie Pan z nimi radzi?
Ruch uliczny to stałe wyzwanie, ale równie często problemem bywa załadunek i rozładunek. Raz musiałem dostarczyć kamienną wannę ważącą 400 kg na wąskiej uliczce w Paryżu, gdzie musiałem złożyć lusterka, żeby się zmieścić. Nierówna nawierzchnia ulicy znacznie skomplikowała rozładunek, a jedynym rozwiązaniem było całkowite zablokowanie jezdni. Dzięki doświadczeniu i instynktowi w ocenie gabarytów pojazdu udało mi się sprostać temu zadaniu.
Kluczowe znaczenie ma również zdolność rozwiązywania problemów. Podczas pracy w Irlandii doszło do awarii ciężarówki-chłodni, a z powodu specjalnego systemu zabezpieczającego nie byłem w stanie poluzować kół. Gdy pomoc drogowa nie przyjechała, zwróciłem się do okolicznych pracowników o pożyczenie stalowej rury, dzięki czemu udało mi się samodzielnie wymienić oponę i dostarczyć towar zgodnie z terminem. Pracownicy opuścili miejsce, zanim mogłem zwrócić rurę, która zresztą jest ze mną do dziś.
Najboleśniejszą lekcją okazała się sytuacja, w której zasnąłem za kierownicą podczas jazdy w Anglii. Miałem zamiar zrobić postój, jednak było to niemożliwe, gdyż najbliższa stacja paliw znajdowała się zbyt daleko. Doszło do zderzenia z żurawiem samojezdnym, w wyniku którego połowa mojej ciężarówki została zniszczona. Mogę mówić o wielkim szczęściu, że nic mi się nie stało. Zdarzenie to uświadomiło mi, jak ważne jest, by wsłuchiwać się w sygnały własnego organizmu i natychmiast zatrzymywać się, gdy tylko pojawi się zmęczenie.
- Jaki najwspanialszy widok miał Pan okazję podziwiać podczas jazdy?
Istnieje niezliczona liczba zachwycających widoków, które niekoniecznie znajdują się w odległych miejscach. Nawet w Belgii można znaleźć wiele malowniczych dróg. Ale moją ulubioną trasą jest przełęcz Brenner we Włoszech. Niejednokrotnie, aby w pełni dostrzec piękno krajobrazu, trzeba spojrzeć w bok, co jednak nie zawsze jest możliwe w trakcie prowadzenia pojazdu. Ale tam jest się dokładnie w samym środku tego wszystkiego – i można podziwiać widoki podczas jazdy! Jest to niezwykle malownicza i wyjątkowa droga do przebycia.
„Jest tak wiele niesamowitych widoków. Moją ulubioną trasą jest przełęcz Brenner we Włoszech”.

Nadal czerpię dużą przyjemność z pobytów w Paryżu. Zjeżdżając z obwodnicy Périphérique na zjeździe Porte Maillot w kierunku centrum, wjeżdża się bezpośrednio na Łuk Triumfalny, za którym rozciągają się Pola Elizejskie. Natomiast skręcając w drugą ulicę wzdłuż tej trasy, dojeżdża się bezpośrednio do Wieży Eiffla. To wspaniałe!

Na zakończenie warto wspomnieć o wyjątkowo malowniczej drodze w północnej Anglii. Podczas pracy w Anglii często udawałem się do Edynburga, wybierając za każdym razem wschodnią trasę prowadzącą drogą A68. Trasa prowadząca z Newcastle przez Otterburn do Edynburga jest wyjątkowo malownicza. Szczególnie ten fragment, gdzie przekracza się granicę w Carter Bar.

- W szczególności odcinek, na którym przekracza się granicę w Carter Bar.
Miałem wiele pamiętnych doświadczeń, jednak najtrwalszym wspomnieniem pozostaje tygodniowy pobyt na kempingu w Saint–Tropez. Realizowałem dostawę trzech silników jachtowych – dwóch do Saint-Tropez i jednego do Sainte-Maxime.
Pierwszą dostawę zrealizowałem we wtorek bez żadnych trudności, natomiast drugą ukończyłem dzień później w Sainte-Maxime. Jednakże dostarczenie ostatniego, największego silnika nie było możliwe z uwagi na brak uregulowania płatności. Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia.
Dla zapewnienia bezpieczeństwa pozostawiłem ciężarówkę na terenie urzędu celnego, gdyż zarówno ładunek, jak i gotówka z wcześniejszych dostaw miały znaczną wartość. Ostatecznie w piątkowe popołudnie płatność została rozliczona, a ja zrealizowałem dostawę ostatniego silnika W tym momencie powrót do Belgii nie był już możliwy, a z uwagi na obowiązujące w niedzielę ograniczenia w ruchu pozostałem na miejscu do niedzielnego wieczora. Czas wolny spędzałem na plaży, przy czym już pierwszego dnia nabawiłem się dotkliwego oparzenia słonecznego! Pomimo tego całe doświadczenie okazało się wyjątkowo przyjemne.

- Z kim najbardziej lubi Pan jeździć?
Niekiedy w trasę wybiera się ze mną moja partnerka Ammi lub moje córki, a jeden z przejazdów spędzonych z córką zapisał się w mojej pamięci w wyjątkowy sposób. Podczas pracy w Anglii często dostarczałem towary dla Sotheby’s w centrum Londynu, niedaleko Piccadilly Circus. Jazda ciężarówką w tamtym rejonie była kosztowna (25 EUR sam wjazd), czasochłonna i trudna ze względu na wąskie, zatłoczone ulice. Dlatego znalazłem lepsze rozwiązanie, do dostaw używałem roweru z małą przyczepką.

- Czego Pan słucha ze swojej playlisty podczas jazdy autostradą?
Cenię sobie różne gatunki muzyczne, począwszy od punku i metalu, przez hard rock, aż po jazz. Moja playlista, trwająca 25 godzin, dostosowana jest do nastroju – w trudniejszych dniach preferuję bardziej stonowane melodie. W korkach unikam heavy metalu, żeby zachować spokój. W godzinach nocnych preferuję ciszę oraz odpowiednią ilość ciepła zapewniającą komfort i czujność, gdyż muzyka po dłuższym czasie potrafi działać na mnie usypiająco.
- Co lubisz robić, kiedy nie jesteś w trasie ciężarówką?
Muzyka! To nie tylko hobby, to pasja! Gram na gitarze basowej, harmonijce ustnej i śpiewam w dwóch zespołach. Mój główny zespół, Belgian Quo Band, to grupa tribute poświęcona Status Quo, skupiająca się na ich hitach z lat 70. i 80. Gram z nimi już 17 lat i mieliśmy świetne doświadczenia — nawet Status Quo oficjalnie nas doceniło Niektórzy z ich członków, jak gitarzysta Richie Malone i perkusista Leon Cave, nawet grali razem z nami!

- Jak technologia, na przykład GPS czy apki do planowania tras, zmieniła Twoją robotę przez te lata?
Jestem trochę oldschoolowy, jeśli chodzi o nawigację. Od zawsze korzystałem z map i atlasów, i nadal wolę zerknąć na trasę przed wyjazdem, szczególnie kiedy jadę gdzieś pierwszy raz. Dziś do planowania używam Google Maps – świetnie sprawdza się w wykrywaniu korków i potencjalnych problemów. Ale kiedy już prowadzę, wyłączam GPS i polegam na swojej solidnej wiedzy geograficznej oraz doświadczeniu – w tym na znajomości wielu bocznych dróg (śmiech).
- Jak Qargo wpłynęło na Twoją codzienną pracę?
To bardzo proste narzędzie do codziennego planowania, które pomaga trzymać wszystko pod kontrolą i koordynować się z dyspozytornią, żeby trasy przebiegały jak najpłynniej.
Można też od razu zobaczyć, co trzeba zrobić. Kiedyś mieliśmy rozpiski na papierze, a każda zmiana kończyła się skreślaniem i dopiskami na marginesie. Później grafiki przychodziły SMS-em, co było lepsze, ale Qargo jeszcze bardziej ułatwia śledzenie dostaw, sprawdzanie kolejności i aktualizacji.

Jaką wiadomość chce Pan przekazać swoim kolegom kierowcom ciężarówek z okazji Narodowego Dnia Kierowcy Zawodowego?
Przede wszystkim dbajcie o bezpieczeństwo! Nie polegajcie ślepo na nawigacji – zaufajcie też swojej wiedzy i doświadczeniu. Nie pozwólcie, żeby korki zmusiły was do pośpiechu. Czasem trzeba pilnować siebie i innych, bo nie wszyscy zdają sobie sprawę z ryzyka. To bywa frustrujące, ale nie dajcie się temu ponieść.
I nadal czerpcie radość z jazdy i z samej drogi, bo to naprawdę wspaniały zawód!

